O pracy w obszarze Market Access – #insider_talk z Pauliną Wyszomierską

market access

 

Kolejnym gościem naszego cyklu #insider_talk jest Paulina Wyszomierska, absolwentka farmacji na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, Market Access Lead w jednej z firm farmaceutycznych. Z wywiadu dowiesz się na czym dokładnie polega praca osoby, która ma realny wpływ na dostęp pacjentów do terapii farmakologicznych.

O pracy w dziale Market Access zapewne mógłby powstać osobny blog. Jak jednak w kilku zdaniach mogłaby Pani przybliżyć specyfikę tego zawodu komuś, kto jest dopiero na początku swojej ścieżki zawodowej?

W dużym skrócie praca w obszarze Market Access polega na przygotowywaniu i koordynacji procesów związanych z opracowaniem i wdrażaniem strategii niezbędnej dla procesu refundacji, w tym także ustalenia cen produktów. Jest to obszar interdyscyplinarny, w którym stykają się aspekty medyczne, prawne, regulacyjne i biznesowe, które trzeba pogodzić. Złożoność otoczenia, w którym się poruszamy czyni tę pracę niezwykle ciekawą. Daje także możliwość nieustannego rozwoju, co ja osobiście bardzo sobie cenię. Medycyna rozwija się bardzo szybko, każdego roku przybywa nowych terapii. Mamy do czynienia z coraz bardziej zaawansowanymi technologiami medycznymi i to jest wspaniałe. Jednak samo opracowanie kolejnych możliwości terapeutycznych nie zapewnia jeszcze realnego dostępu pacjentów do leczenia. Tu właśnie potrzebne są działania, które pozwolą na skorzystanie z dobrodziejstw postępu nauki i tym zajmuje się Market Access.

Jak wygląda standardowy dzień pracy? Jakie wyzwania czekają na Panią na co dzień?

Najbardziej w mojej pracy kocham właśnie to, że nie ma czegoś takiego jak standardowy dzień pracy. Każdy dzień jest zupełnie inny, obfituje w kolejne wyzwania, z którymi muszę się zmierzyć. Standardowe działania to praca nad zagadnieniami pricingowymi, czyli ustalaniem cen, analiza aspektów farmakoekonomicznych w danym projekcie, współpraca z urzędami takimi jak AOTMiT, MZ i NFZ, koordynowanie procesów i prac nad projektem. Proporcje tych działań są bardzo zmienne i praktycznie każdego dnia inne w zależności od potrzeb. Bardzo cenię sobie możliwość pracy zdalnej czego nie mogłabym wykonywać pracując w aptece. Niektóre czynności wymagają dużego skupienia i wtedy możliwość zamknięcia się w domowych czterech ścianach i skoncentrowanie się na zadaniu jest świetnym rozwiązaniem. Oczywiście opcja wykonywania pracy zdalnie lub hybrydowo zależy od polityki danej firmy i jej wewnętrznych regulacji.

W historii swojej ścieżki zawodowej posiada Pani również prace w charakterze Specjalisty w Ministerstwie Zdrowia. Czy może Pani przybliżyć nam jej specyfikę i zadania jakie do Pani wtedy należały?

Zgadza się, miałam tę możliwość pracy w Ministerstwie Zdrowia. Właściwie tak zaczęła się moja przygoda z ekonomiką zdrowia i refundacją. Przed podjęciem pracy w MZ pracowałam w kilku aptekach, aż pewnego dnia dostałam informację, że w wydziale refundacyjnym jest wolne miejsce i poszukiwany jest pracownik. Właściwie bez wahania postanowiłam spróbować swoich sił i finalnie zostałam przyjęta do pracy. Zdecydowanie to najbardziej przełomowy moment w mojej karierze. Jako specjalista w ówczesnym wydziale refundacyjno-analitycznym odpowiadałam

za merytoryczną ocenę wniosków refundacyjnych, analizę ofert przesyłanych podczas procesów, konsultowanie treści proponowanych przez firmy farmaceutyczne programów lekowych z konsultantami krajowymi i wojewódzkimi, przygotowywanie materiałów analitycznych dla Dyrekcji oraz Kadry Zarządzającej Ministerstwa Zdrowia, a także sporządzanie draftów odpowiedzi na zapytania pacjentów, organizacji oraz urzędów. Choć zdarzały się również mniej typowe aktywności- np. wzięłam udział w posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej, podczas którego reprezentowałam Departament Polityki Lekowej. Innym razem miałam zaszczyt reprezentować Departament w spotkaniu na szczeblu europejskim w Brukseli. Do dziś jestem wdzięczna za umożliwienie mi wzięcia udziału w tak niesamowitych i niecodziennych doświadczeniach.

Jest Pani absolwentką farmacji na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Czy wiedza i umiejętności, które Pani nabyła podczas studiów są przydatne na co dzień w pracy, którą Pani wykonuje?

Owszem, wiedza zdobyta na studiach dała mi pewne podstawy do dzisiejszych zadań. Myślę, że najczęściej korzystam z informacji zdobytych podczas zajęć z farmakoekonomiki, prawa farmaceutycznego oraz farmakologii. Dzięki zdobytej na zajęciach z farmakologii wiedzy mam pewnego rodzaju bazę wyjściową, która pozwala zrozumieć kliniczne aspekty produktów leczniczych, przy których pracuję. Tu muszę podkreślić, że miałam niesamowitych nauczycieli – z pasją i umiejętnością przekazywania wiedzy. Gdyby nie oni zapewne zdobyte informacje

nie zakotwiczyłyby na stałe w pamięci. Podczas zajęć z farmakoekonomiki poznałam zasady oceny wartości technologii medycznych oraz wskaźniki i pojęcia, których w tej chwili używam w codziennej pracy. Myślę, że o prawie farmaceutycznym nie muszę nawet wspominać – to dziedzina, którą każdy farmaceuta powinien znać i nie przesadzę jeśli powiem, że właściwie niezależnie od ścieżki kariery, o ile będzie ona jakkolwiek związana z farmacją, znajomość prawnego otoczenia jest „must have”.

Czy studia podyplomowe, które Pani ukończyła, były warunkiem koniecznym, by rozpocząć pracę w Market Access? Czy poleca Pani takie uzupełnienie wiedzy po studiach farmaceutycznych, których program mocny nacisk kładzie na pracę za pierwszym stołem?

Absolutnie nie był to warunek konieczny. Podjęłam naukę na studiach podyplomowych „zarządzanie w sektorze farmaceutycznym”, by zwiększyć zasób wiedzy w zakresie tematów związanych z refundacją, ale przede wszystkim, by poszerzyć wiedzę o innych obszarach takich jak: badania kliniczne, rejestracja leków, dystrybucja. Wierzę, że im szerszy horyzont postrzegania rynku farmaceutycznego, tym lepiej można zarządzać poszczególnymi procesami i osiągać lepsze efekty. Nie lubię zamykania się jedynie we własnym obszarze. Rynek jest złożony i warto go dobrze rozumieć, by te części ze sobą współgrały. Istotnym dla mnie było również poznanie doświadczeń praktyków, poglądów na kwestie refundacyjne oraz możliwości dyskusji. Ponadto, zależało mi na rozwinięciu umiejętności miękkich potrzebnych przy zarządzaniu projektami.

Jakie umiejętności miękkie są szczególnie przydatne podczas pracy na takim stanowisku? Czy dobra znajomość języka angielskiego lub innych języków obcych jest konieczna do podjęcia pracy w dziale Market Access?

Z pewnością bardzo ważne są takie umiejętności jak komunikatywność, odporność na stres, dobra organizacja ale często także asertywność. Praca w zespole wymaga otwartości na pomysły oraz gotowości na kompromis. Bardzo ważne jest, by nie podchodzić do tematu z nastawieniem „mój punkt widzenia jest najważniejszy i nie będę nikogo słuchać”, dlatego, że razem można wypracować znacznie lepsze, bardziej kompleksowe rozwiązania. Podczas mojej ścieżki zawodowej nauczyłam się, że warto wychodzić poza swoją strefę komfortu. To pcha nas do przodu, pozwala na rozwój. Jeśli chodzi o znajomość języka angielskiego to uważam, że zawsze jest ona potrzebna, nawet jeśli nie używamy jej w codziennej praktyce zawodowej. Czy jest to warunek konieczny do pracy w Market Access? To zależy od tego w jakiej firmie chcemy podjąć pracę. Pamiętajmy, że mamy na rynku wiele rodzimych firm, gdzie potrzeba używania języka obcego jest sporadyczna. Jednak jeśli myśli się o zatrudnieniu w międzynarodowej korporacji, wówczas znajomość języka angielskiego jest niezbędna.

Rozmawiała Marta Długosz

Ta treść jest dla Ciebie interesująca? Podziel się nią w mediach społecznościowych

Share on linkedin
LinkedIn
Share on facebook
Facebook
Share on email
Email
Share on twitter
Twitter

Może Cię zainteresuje...